Wyniki VII edycji konkursu “Zapomni Rossiju/Zapamiętaj Rosję”

przez LO XII

Tegoroczna edycja konkursu “Zapomni Rossiju/Zapamiętaj Rosję” dobiegła końca. Cieszymy się, że mimo pandemii udało nam się zachęcić Was , drodzy uczniowie, do uczestnictwa w zmaganiach konkursowych, a   Państwa  – opiekunów uczestników – do zainteresowania młodzieży językiem i kulturą rosyjską . Przed nami długo wyczekiwana chwila: ogłoszenie wyników. Oto one:

I miejsce: Julia Kielan z Liceum Ogólnokształcącego im.Marii Skłodowskiej-Curie w Rawie Mazowieckiej;

II miejsce:  Jakub Wiliński z Zespołu Szkół Technicznych im. Tadeusza Kościuszki w  Leżajsku;

III miejsce: Milena Ruszyncew  z I Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki w Busku-Zdroju;

Przyznano 4 wyróżnienia:

  1. Wiktorii Adamczyk z II Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza w Skarżysku-Kamiennej;
  •  Kseni Matwijczuk z I Liceum im. Mikołaja Kopernika w Jarosławiu;
  • Magdalenie Przesmyckiej  z I Liceum Ogólnokształcącego im. Kazimierza Wielkiego w Zduńskiej Woli;
  •  Wiktorowi Sobocie z Liceum Ogólnokształcącego Nr XII we Wrocławiu.

Zwycięzcom i wyróżnionym serdecznie gratulujemy. Wszystkim uczestnikom dziękujemy za wytężoną pracę oraz moc wrażeń jakich dostarczyło czytanie Waszych prac.  A już dzisiaj zapraszamy do udziału w 8. edycji konkursu.

Na stronie poświęconej konkursowi na Facebooku sukcesywnie  będziemy publikować nagrodzone prace. Nagrody prześlemy pocztą.

Poniżej publikujemy działanie artystyczne zwyciężczyni konkursu oraz laudacje, które przygotowało jury dla wszystkich nagrodzonych w tegorocznej edycji „Zapomni Rossiju/Zapamiętaj Rosję”.

Antykwariusz

Była chłodna, październikowa noc. Wiał silny, nieprzyjemny wiatr i tylko gdzieniegdzie można było dostrzec migotanie świateł w oknach domostw. Wtedy to właśnie na ulicy pojawił się chłopiec. Szedł pospiesznie, stale rozglądając się nerwowo, tak jakby za chwilę coś miało wyskoczyć na niego z ciemnego zaułka. W końcu zatrzymał się przed jedną z kamienic. Był to stary, obdrapany budynek, wyraźnie przeznaczony do rozbiórki. Nad wejściem wisiała drewniana tabliczka z napisem ,,Antykwariat”. A na pewno taki napis się tam kiedyś znajdował, bo litery były tak powycierane, że można z niej było odczytać tylko ,,An war at”. Mimo to, dziecko otworzyło drzwi i weszło do środka.

Niemal od razu jego nozdrza uderzyła silna woń ziół i starego pergaminu. Pomieszczenie, w którym się znalazł rozświetlone było tylko kilkoma lampami naftowymi (takimi, jakich to dzisiaj się już praktycznie nie używa). Chłopiec otworzył szeroko oczy ze zdumienia. Wszystkie półki zapełnione były przez niezliczone księgi i zwoje, które zdawały się być na tyle stare, że byle podmuch powietrza byłby w stanie obrócić je w proch. Niedaleko drzwi stało zaś duże akwarium. Woda była w nim tak mętna, iż nie sposób było dostrzec co dokładnie znajdowało się w środku. Mimo to przez krótką chwilę zdawało mu się, że spogląda na niego para dużych, świecących oczu. Szybko odrzucił jednak tą myśl, gdyż wydała mu się wysoce niedorzeczna.

– Halo?- zapytał, podchodząc do sklepowej lady, nie zachwycającej zbytnio czystością. Porozrzucanie na niej były rozmaite przedmioty. Kolorowe kamienie, ptasie pióra, złote i srebrne monety, a także stosy gęsto zapisanych kartek, których zawartości mógł doczytać się prawdopodobnie jedynie ich właściciel.

– Jest tu kto?! – zawołał po raz kolejny, kurczowo chwytając rąbek swojej starej, znoszonej kurtki.

– Zależy kto pyta…- odpowiedział nagle niski, skrzekliwy głos z głębi sklepu. Chłopiec powoli przeszedł do drugiego pokoju, bacząc na przeraźliwie skrzypiące deski w podłodze.

Pośrodku izby, w dużym, obitym skórą fotelu siedział mężczyzna. Już na pierwszy rzut oka widać było, że był bardzo, bardzo stary. Długa, biała broda opadała mu aż na kolana, a naznaczona plamami skóra przywodziła na myśl pognieciony pergamin.  

Odpowiedź zamarła dziecku w krtani. Z jakiegoś powodu wizja wyjawienia swojego imienia tej tajemniczej postaci przyprawiała go o mdłości i napawała dziwnym lękiem.

– I słusznie… – wychrypiał staruszek, podnosząc na głowę. Jego oczy wyglądały jakby znajdowały się za gęstą mgłą, a jednak chłopak był pewien, że antykwariusz go widzi – Imiona są ważne, nie można ich wyjawiać byle komu. Dlatego moi klienci mogą cieszyć się pełną anonimowością. Oczywiście… dopóki czegoś nie zwędzą.

-Ja… Przepraszam, że przeszkadzam… – wymamrotało dziecko – Ale chciałbym sprzedać pewną rzecz i słyszałem, że u pana można… No wie pan… Najwięcej wytargować.

Mężczyzna zaczął rechotać, jakby usłyszał świetny kawał.

– No i dobrze ci powiedzieli. Drugiego takiego sklepu nie ma, nie było i nie będzie. Tego możesz być pewien. No, ale powiedz mi młodzieńcze, co przyniosłeś.

Chłopiec wsadził rękę do kieszeni kurtki i po chwili wahania wyciągnął piękną, złotą broszkę. Znajdująca się na niej niebieska kamea niewątpliwie przyciągała wzrok.

– Podaj no ją! – wychrypiał antykwariusz, by po chwili chwycić arcydzieło sztuki jubilerskiej w swoją wyschniętą i pomarszczoną dłoń – No proszę, proszę. Amulet ochronny jak się patrzy. Ktoś się musiał nieźle namęczyć żeby te wszystkie zaklęcia w miejscu utrzymać. Aczkolwiek… – tu mężczyzna pokręcił głową, jakby ze smutkiem – Obawiam się, że na nic mi się zda to twoje świecidełko. Skąd ją masz?

– Od matki. Na łożu śmierci mi ją dała- powiedział – Teraz chcę ją sprzedać, ponieważ…

– Tu ci przerwę– nagle twarz staruszka wydała się surowsza, ostrzejsza, jakby wyciosana z kamienia – Po pierwsze, matula ci ten amulet dała w chwili śmierci, więc musisz to uszanować  i być za niego po stokroć wdzięczny. Dla nikogo innego on już nigdy nie zadziała tylko dla ciebie. Dlatego ja kupić go nie mogę – tu zatrzymał się na chwilę, jakby oczekiwał, że zaraz klient zacznie protestować, jednak nie słysząc sprzeciwu kontynuował swój wywód – Po drugie, dlaczego zależy ci na pieniądzach? Nie wiesz gdzie jesteś? Jakie tu transakcje się dzieją? Głupi jesteś, jeśli dziwy tego świata chcesz zamienić na parę groszy. Przykro mi, ale ja nic nie mogę dla ciebie w tej sprawie zrobić.

W oczach chłopca nagle wezbrały łzy. W końcu jakby na to nie patrzeć było to jeszcze dziecko, a w dziecięcej naturze leży, żeby różne porażki rzewnie opłakiwać. A wizja nie pozyskania pieniędzy wydała mu się w tamtej chwili porażką wielką. Sklepikarz speszył się mocno, bo widać było, że takiej reakcji się nie spodziewał.

– Czy to aż takie nieszczęście, że dzisiaj wrócisz do domu z pustymi rękoma?

– Tak, bo… Bo mnie znowu ojciec spierze jak ostatnio. Kiedy matka żyła, to się jeszcze jakoś trzymał, a teraz łazi tylko po barach i patrzy jakby tu spotkania z dozorcą uniknąć, żeby nas z mieszkania nie wywalił – wychlipał.

– No… Nie becz. Nie słyszałeś nigdy, że w obliczu nieszczęścia łzy to najbardziej zbyteczna rzecz? Albo chociaż podobnej złotej myśli? Świat nie poczeka, aż skończysz wodę z oczu wylewać. Jak się źle dzieje to się trzeba wziąć do kupy i wyjść temu naprzeciw. Innej opcji nie ma.

Powoli, nie spiesząc się wcale a wcale, staruch wstał z fotela i podreptał w kierunku sklepowej lady. Chłopiec ocierając łzy rękawem, ruszył za nim i ze zdziwieniem patrzył jak Antykwariusz kładzie na blacie dziwny, srebrny przedmiot, który co jakiś czas rozświetlał się wieloma kolorami, by po chwili zgasnąć. Takich dziwów młodzieniec jeszcze w życiu nie widział i ciekawość zżerała go od środka, ale ostatecznie uznał, że to nie odpowiedni moment, by spytać o ich pochodzenie.

– Ten sklep jest wszędzie i nigdzie jednocześnie- napomknął nagle staruszek – No zobacz tylko, jakie transakcje tu robię. Wszystkie wspomnienia z dzieciństwa możesz u mnie wymienić na dożywotnią sławę. Za krowę mogę dać ci ziarna magicznej fasoli, a w zamian za kilka lat twojego życia mogę zapewnić ci znalezienie wielkiej miłości. Pomyśl o dowolnej rzeczy jakiej może człowiek zapragnąć i gwarantuje ci, że znajduje się ona w moim magazynie.

– Niesamowite… – wyszeptał chłopiec, rozglądając się po pomieszczeniu, jakby widząc je po raz pierwszy.

– Jeśli chcesz, mogę w okazyjnej cenie sprzedać ci jeża. Nie chciałeś nigdy gadającego jeża?

– Nie…?

-No i słusznie. Urocze stworzenia, ale strasznie w nocy tupią – to mówiąc, wyjął z szuflady drewnianą fajkę i zaczął ją nabijać – Niegłupi jesteś i wiem, że w życiu za dobrze ci się nie wiedzie. A ja jak widzisz lat mam już wiele i w oczach się rozlatuję. Mam więc dla ciebie propozycję… Zostaniesz moim następcą.

– Ja?

– A kto inny? – rozejrzał się teatralnie po pomieszczeniu staruszek – I nie myśl sobie, że cię wybieram, bo akurat żeś się napatoczył. Ten sklep sam sobie wybiera klientelę. Ja tu tylko robię interesy. Gdybyś bardzo tego nie potrzebował, to w ogóle byś drzwi wejściowych nie zobaczył.

– Więc miałbym tu zostać? Tak po prostu? – przyszły antykwariusz zapytał z niedowierzeniem .

– Tak po prostu. Daję ci wybór. Ale pomyśl tylko. Tyle na świecie jest nieszczęść. Tyle wojen, katastrof i epidemii nas jeszcze czeka. I co oni wszyscy robią, zamiast działać i ten świat naprawić? Rozpaczają. Panikują. Wyklinają bogów, w których istnienie sami już nie wierzą. Tak, tak… Ludzkość długo będzie jeszcze płakać zanim zrozumie, że na nic jej się zda ten płacz.

– Mówi pan o ludzkości tak, jakby nie czuł się w ogóle jej częścią.

Staruszek zaśmiał się. Ale jakoś niemrawo. Z goryczą.

– Ktoś, kto żyje tak długo jak ja, nie ma już prawa nazywać się człowiekiem – wyrzęził, trzęsąc swoją siwą głową. Nie zwracając uwagi na pytające spojrzenie swojego rozmówcy, schował srebrny przedmiot to kieszeni płaszcza i z fajką w ręku ruszył w stronę drzwi. Wnet  jednak zatrzymał się i jeszcze raz spojrzał za siebie. Jego twarz nabrała dziwnego wyrazu, jakby melancholii wymieszanej z błogim spokojem.

– Różni ludzie będą tu przychodzić.  Z różnymi problemami. Ale nie ważne co by się na świecie działo… nie załamuj się. Możesz mi to obiecać?

Widząc powolne skinięcie chłopięcej głowy, mężczyzna odwrócił się i wyszedł ze sklepu. Nie wyglądało na to, żeby zamierzał kiedykolwiek do niego powrócić.

Ale nowemu Antykwariuszowi to nie przeszkadzało.

Bo osiągnął dokładnie to co zamierzał.

I miał wrażenie, że staruszek również.

Antykwariusz

Tajemnicza broszka, magiczna fasola, gadające jeże… to tylko niektóre elementy składające się na fantastyczny świat wykreowany przez Julię Kielan w opowiadaniu „Antykwariusz”. Młoda autorka dzieli się z nami wielką mądrością i optymizmem, wkładając rady w usta bohatera opowieści – starego antykwariusza. Czytając tekst czujemy się jak ów mały, zagubiony chłopiec, który potrzebuje wskazówek. Szczególnie dziś…

List do Anny K.

Czytając bardzo osobisty i wzruszający list do Anny jesteśmy zaskoczeni, że autorem jest mężczyzna. Jakub Wiliński – bo o nim mowa – wykazuje się niezwykłą znajomością kobiecej duszy, pięknie i dojrzale pisze o miłości, kaskadowo buduje napięcie. Autor tworzy własną przestrzeń, w której funkcjonują bohaterowie Tołstoja i Puszkina, stając się w ten sposób jego bohaterami.

Nieszczęście w nieszczęściu, czyli jak przetrwać apokalipsę

Przerażająca postapokaliptyczna wizja w tekście Mileny Ruszyncew w zasadzie nie pozostawiała złudzeń, jednak autorka uwiodła nas ostatnim akapitem, w którym pokazuje, jak bohater potrafi się podnieść, mało tego, dawać innym wskazówki, że

nie wszystko jeszcze stracone.

Całkowite zaćmienie umysłu

W tym lapidarnym opowiadaniu, o przemyślanej klamrowej kompozycji, nie ma zbędnych zdań. Autorka, operując starannie dobranymi słowami, opowiada bardzo smutną i piękną historię dwojga ludzi. Robi to z dużą wrażliwością, nie pozostawiając czytelnika obojętnym. Wierzymy, że tekst ten nie pozostanie jedynym, bo Kseni Matwijczuk wróżymy literacką przyszłość.

‘Szanowny Antonie Pawłowiczu” – zwraca się bezpośrednio do patrona tegorocznej edycji konkursu Magdalena Przesmycka, przekonując, że ten zwyczajnie nie ma racji. Argumenty, których używa autorka w swoim liście są tak szczere i przekonujące, że jury ujęły za serce.

Rozmowa człowieka ze smutkiem

Inspirowany średniowieczną „Rozmową Mistrza Polikarpa ze Śmiercią” tekst Wiktora Soboty zasługuje na szczególną uwagą. Autor z dużą umiejętnością wykorzystuje konteksty filozoficzne, mitologiczne, nadając pracy głębszego sensu i czyniąc ją bardziej uniwersalną.

Światło

„Czym byłby człowiek bez łez?”- pyta ducha A.Czechowa Wiktoria Adamczyk w swojej pracy „Światło” . Jej przejmujący monolog skierowany do patrona tegorocznego konkursu pokazuje, jak wiele bólu jest wokół nas i w nas samych.

0 komentarz

Posty, które mogą Cię zainteresować